O autorze
Mama Karola i Szymona, których towarzystwem nigdy się nie nudzi. Uzależniona od czytania, zafascynowana historią, a najbardziej dwudziestoleciem międzywojennym. Socjolog i logopeda, więc patrzy i słucha, ale przede wszystkim gada. Uwielbia weekendowe wypady z rodziną, które odkrywają jej nomadyczny charakter. Przeciwniczka diet, gonienia za modą i ciągłego naginania się do społecznych oczekiwań.

Pokój z widokiem

Nasze dzieci kiedyś w końcu wyjrzą przez okno, musimy tylko poczekać :-)

W ostatni weekend wybrałam się z moim mężem i synami do pewnego malowniczego miasteczka, gdzie wynajęliśmy pokój w hotelu, którego cudownie duże okna, z niskim parapetem zachęcającym do kontemplacji widoku, wychodziły na rynek. Już sobie radośnie wizualizowałam jak będę przez te okna wyglądać, bacznie przyglądając się ludziom oraz imponującym szczegółom architektonicznym.



Jak będę się delektować chwilą, cudownie wiosennym słońcem w lutym.

Po otrzymaniu kluczy, obładowani w rozmaite dziecięce sprzęty, podążamy do pokoju.

Dzieci unieruchomione długą jazdą w samochodzie, nagle uwolnione, zaczynają penetrować sporych rozmiarów pokój. Zaglądają do szaf i szafeczek,podnoszą słuchawkę stacjonarnego telefonu, otwierają i zamykają drzwi łazienki, sprawdzają ilość telewizyjnych kanałów, itp, itd (każdy z rodziców może sobie dowolnie rozszerzyć to spektrum). Mój młodszy syn, ma niecałe półtora roku i jest niezwykle ruchliwy (starszy zresztą też), a w tym wieku za pomysłami nie zawsze idzie umiejętność bezpiecznej ich realizacji i przewidywania skutków. A więc wołam: nie wchodźcie do szafy, uważaj na paluszki, bo przytniesz, asekurując przy otwieraniu i zamykaniu szuflad (około 100 powtórzeń tej czynności!) , trzymam pod boczki, kiedy skacze na łóżku. Nie pchnijcie lampki, bo tam żarówka energooszczędna, a w niej rtęć. Nie popychaj go, bo spadnie, upadnie, uderzy się - ufff....

Po godzinnych "powitaniach" z nową przestrzenią udaje nam się wyjść na obiad. Tu trochę spokoju, bo młodszy w krzesełku, a starszy przygląda się płomieniowi świecy na naszym stoliku.

Po obiedzie wybieramy się na spacer.

Wracając żywię nadzieję, ze może teraz, kiedy dzieci już poznały nowe miejsce, dotlenione i uspokojone dadzą mi nareszcie popatrzeć przez okno, bo przecież wybrałam ten pokój ze względu na widok...

Nadzieje okazują się płonne, tym razem moje dzieci sprawdzają czystość pod łóżkami.

Biorę, więc młodszego na ręcę i wołając starszego mówię: popatrzmy przez okno, taki piękny rynek, renesansowy, jakby czas się zatrzymał, snując opowieść jak to, kiedyś pewnie bywało. "Mam jeszcze tylko 5 % naładowania baterii w tablecie"- stwierdza mój syn, wcale nie zmierzając w stronę okna. Na Małym dużo większe wrażenie robi zawieszona w nim kotara.

Porzucam więc myśl o widoku, by nie musieć reperować zasłony.

Około 21, kiedy moje dzieci już śpią ponownie wyglądam przez okno, ale zmęczona, porzucam je na rzecz łóżka. Zasypiając obiecuję sobie, że pokoje z widokiem odłożę na później, a kolejny wyjazd znowu będzie do hotelu z bawialnią i basenem.
Trwa ładowanie komentarzy...