O autorze
Mama Karola i Szymona, których towarzystwem nigdy się nie nudzi. Uzależniona od czytania, zafascynowana historią, a najbardziej dwudziestoleciem międzywojennym. Socjolog i logopeda, więc patrzy i słucha, ale przede wszystkim gada. Uwielbia weekendowe wypady z rodziną, które odkrywają jej nomadyczny charakter. Przeciwniczka diet, gonienia za modą i ciągłego naginania się do społecznych oczekiwań.

Współczesne macierzyństwo jest dużo trudniejsze niż macierzyństwo naszych mam

Prawo autorskie: gpointstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Często słyszę od Pań w wieku mojej mamy i starszych jak to teraz łatwiej wychowuje się dzieci, bo pieluchy jednorazowe (i tu z reguły opowieść o gotowaniu, wyparzaniu, prasowaniu, itd), bo jedzonka gotowe (story na temat przecierania warzyw), mnóstwo technologicznych udogodnień. I zawsze sobie myślę, że bardzo to złudne, bo przecież rodzicielstwo to nie tylko kupki, jedzonka i gadżety. A raczej to zupełnie coś innego. Uważam, że kiedyś było łatwiej, bo wymagania wobec kobiet-matek były znacząco mniejsze.

Współczesna kobieta- matka powinna znakomicie łączyć pracę zawodową z wychowaniem dzieci. Czyli nie może zbyt długo "siedzieć" w domu, ale też praca nie powinna jej totalnie angażować. Ma być do tego wspaniałą żoną, partnerką, wiedzieć do grają w kinie, czytać przynajmniej jedną książkę tygodniowo, nie zaniedbywać przyjaciół i znajomych, no i oczywiście wyglądać tak, by nikt się nawet nie domyślił, że kiedyś urodziła. Nie znoszę tych wszystkich internetowych i realnych dywagacji o rozstępach, po-ciążowym brzuchu i figurze. Kiedyś kobiety były grubsze po ciąży i nikt nie robił z tego afery, teraz muszą natychmiast wrócić do dawnej figury, o co z pewnością zadba ich otoczenie.



Wychowanie dzieci też musi być bezbłędne, ciągle spotykam kobiety, które zadręczają się tym, czy są wystarczająco dobrymi matkami, sama nie jestem też od takich pytań wolna. Często -gęsto zdarza mi się wieczorem analizować czy wybrałam najlepsze z możliwych rozwiązań. Kiedyś widywało się kobiety ganiające swoje potomstwo z kuchenną ścierką, matki które jawnie okazywały złość, krzycząc na swoje dzieciaki. Oczywiście jestem daleka od gloryfikowania dawnego stylu wychowawczego, ale był mniej wymagający.

Współczesne macierzyństwo, szczególnie w dużym mieście, jest też samotne: koleżanki na drugim krańcu miasta, rodzina często w innym mieście, a mąż do późna w pracy.

Kiedyś w rodzinach wielopokoleniowych dzieci wychowywały też babcie, ciocie, dziadkowie. Słyszę od starszych kobiet, że kiedy mąż wracał do domu ok. 16, to wychodziły do koleżanki, by odreagować dzień z dziećmi. Wiele współczesnych kobiet, po późnym przyjściu męża z korporacji, może co najwyżej wyjść do sklepu nocnego.

Dodatkowo, moda czy też konieczność (jeszcze tego nie wiem, bo nie jestem mamą ucznia) na odrabianie lekcji z dziećmi. Ze mną, jak i z większością moich rówieśników, nikt zasadniczo lekcji nie odrabiał.

Kobiety mają być wspaniałymi matkami, ale oczywiście nie tylko nimi. Znam takie matki-kobiety doskonałe, które w ciszy mówią: nie wyrabiam. A oficjalnie gonią pomiędzy pracą, szkołą dziecka, sklepem i siłownią. Zawsze piękne, uśmiechnięte, mówiące kojącym głosem.

Przypominają mi się wtedy "ciocie", które spokojnie prały ubranka, przecierały zupki i którym nikt nie mówił: masz pieluchy jednorazowe, więc goń !
Trwa ładowanie komentarzy...