O autorze
Mama Karola i Szymona, których towarzystwem nigdy się nie nudzi. Uzależniona od czytania, zafascynowana historią, a najbardziej dwudziestoleciem międzywojennym. Socjolog i logopeda, więc patrzy i słucha, ale przede wszystkim gada. Uwielbia weekendowe wypady z rodziną, które odkrywają jej nomadyczny charakter. Przeciwniczka diet, gonienia za modą i ciągłego naginania się do społecznych oczekiwań.

Współczesna rodzina kręci się wokół spraw dzieci- nigdy w historii nie poświęcano dziecku tyle uwagi i CZASU

Prawo autorskie: halfpoint / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kiedyś rodzice pracowali może krócej i mniej, ale to wcale nie oznacza, że poświęcali więcej czasu i uwagi swoim dzieciom. Dzieci to były…. dzieci, które swój czas wolny spędzały w towarzystwie rówieśników – na podwórku, na spotkaniach w dużym gronie u koleżanki/kolegi z sąsiedztwa. Dorośli po pracy zajmowali się swoimi zainteresowaniami: książki, majsterkowanie, gotowanie, spotkania towarzyskie i wcale nie spędzali czasu wolnego organizując kolejne atrakcje swoim dzieciom. Szperając w dalszej historii to „dobrze urodzone” dzieci miały mamki, bony i guwernantki, a inne wychowywały się „w obejściu”, „na ulicy” wśród rówieśników, sąsiadów, bliższej i dalszej rodziny, towarzysząc opiekunom w ich codzienności. Trochę nie mogę się zatem zgodzić z tezą, iż współcześni rodzice poświęcają swoim dzieciom za mało czasu, goniąc jedynie za pieniędzmi, samorealizacją i karierą.

Próbuję sobie przypomnieć jak to ze mną, jako dzieckiem, którego dzieciństwo przypadło na lata 80, bywało. Pamiętam, że rodzice, a szczególnie tata, dużo mi czytali i że sporo rozmawialiśmy. Poświęcano mi odpowiednio dużo czasu. Ale też pamiętam, ze rodzice mieli czas na czytanie swoich książek, na bujne życie towarzyskie, na pasje i zainteresowania. Nie pamiętam, żeby ktoś się ze mną ciągle bawił i by życie rodziny podporządkowane było mojej osobie. Rodzice nie mieli też wyrzutów sumienia, że dzieci grają w klasy pod blokiem zamiast grać w warcaby z mamą czy tatą. Jak większość rówieśników, dość wcześnie zaczęłam sama wracać po szkole do domu, a popołudnia oprócz odrabiania lekcji mijały mi na zabawach pod blokiem, wizytach u koleżanek. Z zajęć dodatkowych miałam angielski na, który mnie wożono i to już jak byłam nieco starsza, na tańce i inne kółka zainteresowań chodziłam sama w okolicy. Wakacje to były kolonie w gronie rówieśników, wyjazd z rodzicami i wizyty u dziadków, gdzie wręcz dzieciaki chowały się przed dorosłymi, bo ci albo jedzenie, albo mycie rąk, albo ciepły sweter czyli wszystko to, czego dzieci nie znoszą najbardziej. Podsumowując moje życie toczyło się przy rodzicach i w gronie dziecięcym, a nie wokół mojej osoby. Nie uczyniło mnie to też nieszczęśliwą, bo nie ma nic wspanialszego niż nieskrępowana zabawa w Indian czy z drugiej strony słuchanie mądrych rozmów dorosłych o świecie, życiu, sztuce, literaturze i ludziach (tych pojmowanych globalnie).

Teraz ja jestem mama dwójki dzieci i mam wrażenie, że życie rodziny kręci się wyłącznie wokół spraw dzieci. Młodszy jest jeszcze całkowicie od mnie uzależniony, więc to inna kwestia, ale też ciągle zajmuję się 6-latkiem. Każda wolna chwila to zabawa, rozmowa, czytanie i generalne zajmowanie się sprawami dotyczącymi dzieci. Czasem jestem na siebie zła, bo chcąc być matką-idealną poświęcałam mojemu starszemu synkowi całe dnie, miałam wrażenie, że ciągle muszę go czegoś nowego uczyć, stale objaśniać i pokazywać Mu świat.
I teraz ciągle słyszę, pobaw-my się mamo, porysuj- my, pooglądaj- my, pobuduj- my. Na moje zainteresowania mam czas w dziwnych godzinach wieczornych. Kiedy generalnie nie mam już …siły. W kinie bywam ostatnio głównie na filmach dla dzieci. W weekendy też staram się by dzieci dobrze się bawiły, by coś im pokazać, czegoś nauczyć.

Ale nie tylko u mnie taka pajdokracja. Znajomi też – a to lodowisko, a to wystawa dziecięca, zabawa urodzinowa kolegi/koleżanki, na którą trzeba dziecko zawieźć.
Trudno się nawet czasem „dzieciatym” spotkać, bo dzieci chore, a to rodzice im obiecali taka czy inną atrakcję, a to angielski, tańce, chiński, etc. Więc może i pracujemy więcej, do późna, ale już cała reszta czasu jest dla dzieci. Dzieci już nie wychodzą na podwórko same by szaleć z rówieśnikami, nie wizytują się też same w domach, na placu zabaw też głupio wyciągnąć swoją książkę, bo przecież trzeba z dziećmi kredą malować albo organizować twórcze zabawy.


Świat wielu dorosłych stał się niejako dualistyczny-praca i rodzina, ale rozumiana głównie jako dzieci. Bo taki jest model, bo nie wypada nie organizować dzieciom atrakcji, bo nie mogą swobodnie biegać z rówieśnikami bez kontroli. Rodzice często nie mają czasu na siebie i dla siebie. Nie jestem tylko pewna czy to służy dzieciom. Żałuję, że moi synowie nie doświadczą już beztroskiej podwórkowej zabawy i nie będą się chować przed rodzicem wołającym, jak się często słyszało w moim dzieciństwie : Kasia do domu, obiad!!!
.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...